Install Steam
sign in
|
language
简体中文 (Simplified Chinese)
繁體中文 (Traditional Chinese)
日本語 (Japanese)
한국어 (Korean)
ไทย (Thai)
Bahasa Indonesia (Indonesian)
Bahasa Melayu (Malay) BETA
Български (Bulgarian)
Čeština (Czech)
Dansk (Danish)
Deutsch (German)
Español - España (Spanish - Spain)
Español - Latinoamérica (Spanish - Latin America)
Ελληνικά (Greek)
Français (French)
Italiano (Italian)
Magyar (Hungarian)
Nederlands (Dutch)
Norsk (Norwegian)
Polski (Polish)
Português (Portuguese - Portugal)
Português - Brasil (Portuguese - Brazil)
Română (Romanian)
Русский (Russian)
Suomi (Finnish)
Svenska (Swedish)
Türkçe (Turkish)
Tiếng Việt (Vietnamese)
Українська (Ukrainian)
Report a translation problem

Cody, Wyoming, United States



Wyblaknąć zdążą, zanim
To, co zostało mi po lecie, to piegi i nic więcej
Wyblakną, zanim lato przyjdzie
Ludzie się modlą o pieniądze, nie o zdrowie
Wróć, modliłem się o pieniądz, nie o zdrowie
W lato brałem dwa łyki, puszczałem w obieg
Za blokami z chłopakami, mała spowiedź
Czy nas to ukształtowało, czy rozbiło?
Czy znieczulałem się po to, żeby miłość czuć?
Na dachu otwieraliśmy białe wino
Tyle myśli w głowie, że nie mogłem zaznać snu
Wciąż mam to w sobie
Gram na sobie, gram, bo mogę
Zrobić projekt, który zmieni im myślenie
Zrobić projekt, który spięliśmy w marzenie
I mieć wyjebane, co o tym pomyślisz
To już wizja, a nie hajs i korzyści
W la-, w lato na balkonie paliliśmy bata
Powietrze miało zapach jak zielona herbata